Tkactwo było niegdyś zajęciem bardzo powszechnym na wsi, uprawiały je głównie kobiety a umiejętności w sposób naturalny przechodziły z pokolenia na pokolenie. Do stałego wyposażenia domu należał warsztat tkacki, na którym wykonywano części ubioru i tkaniny potrzebne w gospodarstwie oraz do dekoracji wnętrz. Umiejętności przędzenia i tkania były wyznacznikiem dobrej gospodyni a powstałe tkaniny stanowiły cenną część posagu panny młodej.
Proces powstawania tkaniny jest bardzo pracochłonny i wieloetapowy. Każda tkaczka, zanim zaczęła tkać, musiała przygotować w odpowiedni sposób nici. Do ich produkcji wykorzystywano przede wszystkim surowce roślinne: len, konopie, bawełnę, a także zwierzęce w postaci wełny owczej. Wyprodukowane nici lniane i konopne zwijano na motowidle w motki i prano w ciepłej wodzie z mydłem. Następnie suszono rozpięte na dwóch żerdziach. Suche nici zwijano w szpule, które potem nawijano na wał nadawczy warsztatu tkackiego. Wełnę natomiast pozyskiwano od owiec. Strzyżono je dwa razy w roku (na przełomie kwietnia i maja oraz października i listopada). Surowiec poddawano wstępnej obróbce, która obejmowała oczyszczanie, gręplowanie (rozczesywanie) i pranie.
Sam proces tkania polega na przeplataniu w określonym porządku osnowy z wątkiem. Związane z tym techniki pozwalały uzyskiwać pożądane sploty, dlatego tkaczka rozpoczynająca pracę powinna mieć w świadomości efekt końcowy, który chce uzyskać. Na ostateczny wyraz tkaniny wpływały: układ wzoru, szerokość i zróżnicowanie pasów, rytmiczność kratek. Najczęściej stosowane sploty to: płócienny oraz rządkowy bądź przetykany (nazywany także skośnym, dzięki niemu uzyskiwano np. wzór tzw. jodełki),
Ważnym elementem była też kolorystyka tkanin. O to też musiały zadbać gospodynie. Gotową tkaninę można było poddać bieleniu – procesowi polegającemu na praniu, gotowaniu, ługowaniu popiołem z brzozy, wierzby lub topoli oraz bieleniu w słońcu rozłożonego płótna lub przędzy. Część płócien farbowano używając barwników roślinnych lub zwierzęcych. I tak np. kolor żółty uzyskiwano z liści i kory dębu, niebieski – z bławatka polnego, a czerwony… z owada zwanego czerwcem.
Podstawowymi wzorami ludowych tkanin są wzory pasiaste, kraciaste i geometryczne, komponowano je bezpośrednio na warsztacie tkackim. Bardziej skomplikowane motywy wymagały specjalnych obliczeń i rysunków.

wyk. Anna Pokora-Pietras, fot. Paweł Onochin
Tradycje ludowego tkactwa przetrwały najdłużej w regionach środkowej i wschodniej Polski. Słynne kolorowe wełniane pasiaki wciąż można spotkać w Łowickiem, Opoczyńskiem, na Kurpiach i w Wielkopolsce, gdzie wciąż żywe są tradycje noszenia regionalnych strojów. Warsztaty tkackie są czynne jeszcze na Lubelszczyźnie (głównie w Bałtowie i Żerdzi oraz w miejscowościach powiatu włodawskiego), ale ich liczba maleje z każdym rokiem. Regionalne różnice w tych tkaninach można dostrzec porównując ich kolorystykę.
Niesłabnącą popularnością cieszą się tkane chodniki nazywane szmaciakami. Wykonane są z pociętych na paski starych i niepotrzebnych szmat (dlatego są bardzo kolorowe). Dawniej po wsiach jeździli tzw. szmaciarze, którzy skupowali szmaty a następnie sprzedawali je tkaczkom.

wyk. Teresa Pryzmont, fot. Paweł Onochin
Za najciekawsze „zjawisko” tkackie należy uznać popularne na Podlasiu tkactwo dwuosnowowe. Umiejętność tkania tych dywanów rozpowszechniła się w XIX wieku za sprawą profesor Eleonory Plutyńskiej, która spopularyzowała i odrodziła tę technikę wśród wiejskich tkaczek. Dywany dwuosnowe znajdowały uznanie wśród miejskiego odbiorcy głównie ze względu na swoją dekoracyjność. Tkaniny te wyróżniały się wydzielonym polem środkowym i okalającym je pasem bordiury skomponowanym z ornamentów roślinnych i geometrycznych. Pole środkowe przybierało często charakter narracyjny, kompozycje wzorów obrazowały dawne wiejskie zajęcia, sceny obrzędowe, codzienne i inne. Wykonanie takiej tkaniny było wyrazem ogromnego kunsztu i umiejętności tkaczek. Do dziś na Podlasiu przetrwały pojedyncze pracownie tkactwa wielonicielnicowego. Najliczniejszą grupę stanowi dziewięcioosobowy zespół twórczyń mieszkających w Janowie i okolicznych wsiach.
Obecnie tkactwo to rzemiosło, które – pomimo wielu inicjatyw zmierzających do jego zachowania – zanika w sposób naturalny (Stowarzyszenie Twórców Ludowych skupia obecnie 185 twórczyń z całej Polski). Tylko nieliczni przedstawiciele młodego pokolenia chcą posiąść tę trudną sztukę. Przy tak drastycznym spadku liczby aktywnych tkaczek, jedynym źródłem, świadczącym o bogactwie artystycznym tkanin ludowych, staną się wkrótce muzea oraz izby regionalne (powstałe często z inicjatywy samych tkaczek) dokumentujące i popularyzujące tę dziedzinę twórczości.
Opracowanie: Katarzyna Kraczoń
Bibliografia:
Jackowski A., Polska sztuka ludowa, Warszawa 2002.
Kowalczuk W., Tkanina dwuosnowowa, Białystok 2002.
Królikowska E. Tkactwo, [w:] Piękno użyteczne czy piękno ginące. Informator o realizacji programu Ministerstwa Kultury i Sztuki „Ginące zawody”, red. B. Kopczyńska-Jaworska, M. Niewiadomska-Rudnicka, Łódź 1997, s. 43–64.
Reaktywacja tkaniny ludowej – konkursy, warsztaty, pod red. K. Kunickiej, Białystok, b.d.
Skuza Z.A., Ginące zawody w Polsce, Warszawa 2006.